piątek, 27 czerwca 2014

Miniony przedłużony weekend odszedł ...

      Za chwilę kolejny weekend, a ja wciąż żyję minionym... przedłużonym. Wyjechałam. Nie piałam z zachwytu, kiedy namawiano mnie na wyjazd. Za ten brak zachwytu odpowiedzialna jest technika. Nauczył się  człowiek korzystać z komputera, wyklikał pogodę długoterminową i już był świadomy co go czeka. W prognozach jakie zobaczyłam miałam  potworny dylemat. Marznąć w domu pod własną kołderką  czy marznąć nad morzem. Za pozostaniem przemawiało do mnie puste miasto, ale dzięki prognozie puste wybrzeże. Hmmm co wybrać? Stwierdziłam, że w zimie namarzłam się w domu, to teraz mogę pomarznąć gdzie indziej. Spakowałam potrzebne fatałaszki i kaloszki! Wybyłam w siną, a raczej mokrą dal. Wyjazd pomimo nieciekawej pogody okazał się bardzo udany. Balsamem, który łagodził smaganie wiatrem okazały się widoki i przede wszystkim, nic nierobienie. Że nie wspomnę o grillowaniu :)














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz