środa, 27 maja 2015

Czas relaksu



   W ciągłej bieganinie staram się znajdować czas dla siebie.
Ploty, plus kawa do tego. To fajny zestaw. Zaliczone.
Spacer, zaliczony.
Rower, zaliczony.
Deszcz z burzą, zaliczone.
Ba nawet wybory, zaliczone.
Fryzjer, zaliczony.
A przede wszystkim majowe wyjścia do kina, zaliczone. Powędrowałam na Drugi Hotel Marigold, Dziennik panny służącej, Wiek Adaline, Miasteczko Cut Bank. Muszę przyznać, że te wyjścia były udane.

Drugi Hotel Marigold
Pierwsza część Hotelu... spodobała mi się tak bardzo, że musiałam zobaczyć drugą. Świetny obraz i muzyka prawie przeniosły mnie do Indii. Brakowało mi tylko zapachu.
   Taka mała refleksja nasunęła mi się po obejrzeniu tego filmu. I kobieta, i mężczyzna niezależnie od wieku nie potrafią otwarcie mówić o swoich uczuciach i oczekiwaniach. Jedna z bohaterek miała 79 lat (sławetna M z Bonda) i musiała długo dojrzewać do tego, by zaufać sobie.


Dziennik panny służącej
   Celestyna jest młodą służącą. Mimo swojego wieku ma już całkiem duże doświadczenie w wykonywaniu jej powierzonych obowiązków. Równie jak swoje obowiązki zna również ludzką naturę. Mimo swojej profesji nie ma służalczego charakteru, nie ugina się pod wpływem nacisku i potrafi jak na czasy kiedy ma miejsce akcja, zaoponować. Na prowincji gdzie przyjęła posadę zaczyna prowadzić dziennik, w którym opisuje swoje wcześniej doświadczenia. Poznajemy otoczenie w jakim egzystuje, jej nowych pracodawców, niekochaną żonę oraz męża, który chce zakosztować wdzięków Celestyny. Jednak służącą interesuje będący również na służbie Józef.
   Ekranizacja jest niemalże eteryczna, jest pozbawiona szczegółów z książki, nie wnika też za bardzo w sferę intymności.




Wiek Adaline
    Adaline urodziła się na początku XX wieku. Niby nic nadzwyczajnego, ale w XXI wieku dalej wygląda jakby miała 30 lat. W latach 30-tych uległa dość niecodziennemu wypadkowi, w którym jej komórki przestały się starzeć. Niby fajnie, ale mając dorastającą córkę wpierw udawała jej starszą siostrę, koleżankę, aż kolejno córkę i wnuczkę. Ze względu na polowanie na czarownice jakie urządził Joseph McCarthy zmusił ją do porzucenia swojego dotychczasowego życia i zmiany tożsamości. I tak co dekadę zmieniała tożsamość, aż dożyła do naszych czasów, gdzie znajduje w swoim życiu mężczyznę, do którego mocniej jej serce bije. Nie muszę wspominać, że jej przeszłość jest nieco skomplikowana ;)


Miasteczko Cut Bank
   Cut Bank to miasteczka w USA, w którym jest najzimniej w całych Stanach, oczywiście zimą. Miasteczko jest rozległe, ciche... dosłownie amerykańskie nowhere albo shithole (po naszemu prowincja lub równie malownicze zadupie). Życie toczy się tutaj nieśpiesznie. Listonosz z uśmiechem na ustach wręcza pocztę. Aż któregoś dnia zostaje zastrzelony na drodze przez nieznanego mężczyznę. Całe wydarzenie zostało sfilmowane przez młodą parę, która kręciła amatorski film o rodzimym regionie. Sprawa trafia do szeryfa i rozpoczyna się śledztwo. Ale śledztwo zaczyna prowadzić miejscowy odludek, który czeka na swoją paczkę i jest bardzo zdeterminowany, by ją otrzymać.
   Akcja filmu nie przyśpieszy nam tętna szalonymi pościgami czy krwawymi morderstwami. Za to pozwoli nieśpiesznie rozkoszować się rozwijającą się fabułą. Na ekranie możemy podziwiać Johna Malkovicha, Billego Boba Thorntona czy Bruce'a Derna.



24 komentarze:

  1. Ja muszę iść do fryzjera, podciąć sobie końcówki. A kawka, jak zawsze, towarzyszy mi każdego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmobilizowałam do fryzjera? Super, to teraz kawka i wrzuć na luz, zrób coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę tylu wyjść do kina :) Ps. Nominowałam Cię do NBL, jeśli masz ochotę zapraszam, szczegóły na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bez kawki ani rusz, do fryzjera idę w poniedziałek a w kinie wieki nie byłam... muszę nadrobić :) miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  5. W kinie to ja nie byłam kilka dobrych lat, chyba czas nadrobić zaległości :)
    Te małe chwile dla siebie uszczęśliwiają, a wizyta u fryzjera to już w ogóle :D <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Miło spędzasz wolne chwile, dobrze, że przypomniałaś o fryzjerze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie fajne filmy, a mnie już tak dawno w kinie nie było.... no nic, trzeba się w końcu wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie pamiętam już kiedy ostatnio byłam w kinie, a tu tyle interesujących filmów :) Chyba będę musiała nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tak, najwyższy, nie ma co owijać w bawełnę:D Mogę polecić Ci następny zaliczony w minioną sobotę "Rozumiemy się bez słów". Świetny, to nie będzie zmarnowany czas :)
    Telewizja karmi nas jakimiś "antykami" powtarzanymi w nieskończoność, które można spokojnie oglądać przy prasowaniu, nic się nie traci, wiadomo co się wydarzy, ale aż tak dużo do prasowania nie mam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba??? Obowiązkowo powinnaś nadrobić, nie ma to jak duży ekran :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Filmy nawet bardzo fajne, lubię pójść do kina i nie wyjść z niego zniesmaczona. Zachęcam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A widzisz jak dobrze, że wpadłaś do mnie z wizytą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Żeby poprawić sobie humor, czasami na prawdę niewiele potrzeba, udana fryzura, kawa i np. lody to już full wspaniałych doznań, a jakbyś się jeszcze wybrała do kina na dobry film... :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Weekend był bardzo miły, mam nadzieję, że Twój również, a i wizyta u fryzjera poprawiła humor:)
    A kino, trzeba nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Miło mi, jak tylko znajdę luźniejszą chwilkę to wdepnę do Ciebie i zbiorę siły, aby odpowiedzieć na Twoje pytania:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Relaks ważna rzecz ! :D Ja oglądam bardzo dużo filmów ale z tych jeszcze nie widziałam żadnego :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Relaks to podstawa dobrego nastroju, wypoczynek jest ważny przecież. Widze, że też lubisz duzy ekran, to tymabrdziej zachęcam do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Dokładnie tak, chociaż ostatnio miałam małą przerwę ale właśnie nadrabiam :D

    OdpowiedzUsuń
  19. dorota dermiblog7 czerwca 2015 11:56

    czas relaksu odbywa się często kosztem wszystkiego innego...bo nie mam czasu, wiadomo. wymówka. jednak w konsekwencji zaczynamy funkcjonować gorzej, jesteśmy mniej wydajmni, zmobilizowani, nasze ciało odmawia posłuszeństwa...nie opłaca się

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja ciągle czuję, że tyle mam niezaliczonych pozycji... Na szczęście znajduję jeszcze czas na książki, fotografowanie i kulinaria... więc nie jest tak źle...

    OdpowiedzUsuń
  21. Łycha Smaków8 czerwca 2015 23:35

    Muszę zasiąść przed kompem i nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  22. O widzę, że mamy ten sam problem, trzaba sie koniecznie zmobilizować :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Skoro to wszystko godzisz, to jest bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Uważam, że jednak się opłaca relaksować. Nie jestesmy maszynami i w jakiś sposób musimy się regenerować, właśnie po to, aby mieć chęci na nowe wyzwania. A, że pranie nie wyprasowane... ono nie ucieknie

    OdpowiedzUsuń