czwartek, 9 lutego 2017

Imperium Zjedzmnie



Nie zawsze ci, którzy coś stworzyli dali to światu. Czasami dzieje się tak, że robi to ktoś inny. Ktoś kto nie miał udziału w stworzeniu owego czegoś. Ale ów ktoś posiada inne umiejętności, który nie dość, że da coś światu... to jeszcze mu to sprzeda. A świat będzie szczęśliwy, że to kupi :)

Nie, to nie o Steve Jobsie. Tylko o Ray Kroku i braciach McDonald.

Jeden z braci filmowy Dick (Richard) po wieloletnich analizach prowadzenia przybytku zwanego zajazdem opracował zestaw za jedyne 35 centów (lata 50te USA), w skład którego wchodził przygotowany hamburger, frytki i milkshake. Dodatkowo za każdym razem klient otrzymywał identyczny produkt, na potrzeby, którego Dick zaprojektował kuchnię. Kuchnię, która działała tak świetnie, że klient nie tylko otrzymywał identyczny produkt, ale dostawał go w rekordowym czasie.

Bracia byli przedsiębiorczy, próbowali rozszerzyć swoją działalność, ale bez powodzenia... do czasu kiedy poznali Raya.

Ray prowadził własną firmę. Jeździł po kraju i sprzedawał to w co wierzył. Nie wiodło mu się źle, ale po 50tce cały czas pracował i rzadko bywał w domu. Do czasu, kiedy zakochał się w idei McDonaldów. Postanowił wejść w ten biznes. A jak wchodził to całym sobą. Wszystko postawił na jedną kartę... i osiągnął to czego nie udało się braciom.

To film. Po naszemu McImperium, w oryginalne The Founder. Nie jest to dokument, ani nawet paradokument. Jest to historia filmowa i moim zdaniem tak ją należy odbierać. To co McDonald's zrobił przez lata, może nie wszystkim jest znana mroczna strona... ale aktualnie paradoksalnie  jest jednym z niewielu zdrowych (szok i niedowierzanie) fastfoodów na świecie. Ale tego nie zobaczycie w filmie.

Po wyjściu z seansu natchnęło mnie. Nie, nie do zakładania imperium gastronomicznego. Tylko do zrobienia hamburgera. No bo co to za problem, w zaciszu domowym stworzyć takie "dzieło". Żaden. Wystarczy odpowiednia bułka, trochę mięsa, dwa plasterki ogórka i... Voilà! Hamburger zrobiony.  Jednak zastanowiło mnie to, czy nie popełniam plagiatu. Dlatego wymyśliłam zupełnie  coś innego. Wszystko co wylądowało na talerzu, to istny przypadek. Najpierw zrobiłam sałatkę, ale to wydało mi się mało ciekawe.... A teraz to już sobie przewińcie ekran :D


 GRILOWANY KURCZAK z SADZONYM JAJEM NA SAŁATCE
składniki:
  1. 1 pierś z kurczaka
  2. świeżo zmielony pieprz
  3. sól ziołowa
  4. papryka ostra
  5. przyprawa do grilowanego kurczaka 
  6. sos sojowy
  7. łyżeczka soku z cytryny
  8. kapusta pekińska
  9. biała rzodkiew
  10. żółta świeża papryka
  11. ogórki konserwowe
  12. pomidorki koktailowe
  13. biała część pora
  14. jajko
  15. sos winegret
wykonanie:
Pierś umyć, osuszyć. Z przypraw (pieprz, sól, sos sojowy, sok z cytryny, papryka, przyprawa do grilowanego kurczaka) przygotować marynatę i dobrze natrzeć nią piersi z kurczaka. Odstawić do lodówki. W międzyczasie przygotować sałatkę. Kapustę i pozostałe warzywa pokroić (dowolnie, jak kto lubi). Następnie połączyć z sosem winegret. Wymieszać i nałożyć na talerz. Wyjąć mięso i ugrilować (lub usmażyć na patelni). Usmażyć jajko sadzone (wykorzystałam do tego grill). Na sałatce ułożyć pokrojoną w plastry pierś, a na nią sadzone jajko.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz