I po niedzieli

      Otworzyłam oczy. Niedziela. Uff... uwielbiam zegarki, które pokazują dni tygodnia. Wypełzłam z domu. I udałam się w siną dal (dosłownie, była mgła). Na wyprzedaże za wcześnie, więc było kino. Obejrzałam film Clinta Eastwooda "Snajper" (normalnie "Amerykański snajper"). Mistrzowski film.  Wyszłam z kina zadowolona  i zastanawiałam się skąd kontrowersje na temat tego filmu. Nie rozumiem. Widziałam nie jeden film o tematyce wojennej, były bardziej brutalne i zdarzało mi się spuszczać wzrok, bo nie mogłam patrzeć na ekran (rewelacyjny i najbardziej przerażający film jaki widziałam "Idź i patrz"). Tak, tak jestem wrażliwa. Tu Eastwood pokazał historię człowieka, który odnalazł się w życiu jako snajper. Miał cholerną intuicję i wyczucie, przez co stał się legendą. Szkoda, że nie dane mu było cieszyć się życiem, kiedy odnalazł się już w roli ojca i męża i wyszedł na prostą... Nie, nie spojlerowałam. O tym człowieku kilka lat temu mówiono w mediach.
      Po seansie udałam się na spacer. Nie po wyprzedażach. Naprawdę istnieje świat obok. Można miło spędzić czas, bez zieleni i słońca (choć było jasno, to chmur było co nie miara) i bez wydawania pieniędzy.


Popularne posty z tego bloga

Terapia na wiosenne przesilenie

Mała przerwa w pracy krzywdy nie czyni

Jeszcze 4 dni i... wolne