poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Ogrzać się można nie tylko w promieniach słońca...

Wiecie co można robić, kiedy ma się wolne? Kiedy można zrobić absulotnie wszystko na co się ma ochotę?

Walnąć na zieloną trawkę zdala od ludu pracującego i gdzieś gnających bez większego sensu. Leżeć na trawce, której nie zafajdał żaden pies z osiedla. Pachnącej. Bez przydrożnego ozonu. I tak leżeć i dawać się opromieniać słońcu. Ależ to piękne! 

Albo ukryć się gdzieś w cichym kącie w domu, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Nastawię nastrojową płytę i wskoczę do łóżka z książką. I przez chwilę będę żyć cudzym życiem.

Albo wskoczyć na rower. Pedałować na bezdroża, przedzierać się przez krzaczory. Pić wodę z żabami. Rozrywać zębami jesiotra w strumieniu. Spać pod gołym niebem... eee chyba trochę przyszalalam ;]

Ech... Ale wiecie co? Nic z tych rzeczy. Usiadłam w kuchni włączyłam piekarnik. W tym upale to nawet przecież nie poczuję, nie? Pot powoli zaczął perlić się na czole. Co chwilę chustką ścierałam pot i patrzyłam jak zauroczona we wnętrze piekielnika tfu... piekarnika, gdzie dochodziły... pierogi ^^


PIECZONE PIEROGI

składniki - ciasto:
  1. 2 i 1/2 szklanki mąki
  2. 4 łyżki oliwy z oliwek
  3. 2 jajka (jedno do ciasta, drugie do posmarowania pierogów)
  4. 1/2 szklanki ciepłej wody
  5. 20g drożdży świeżych
  6. 1 płaska łyżeczka soli
składniki - farsz:
  1. ok. 3/4 szklanki kaszy jaglanej
  2. 25 dag białego chudego twarogu
  3. kiełki na patelnię
  4. 1 duża cebula
  5. oliwa
  6. sól ziołowa
  7. pieprz
  8. pikantna przyprawa
wykonanie:
Kaszę ugotować do miękkości i odstawić do wystudzenia. Do miski wyłożyć twaróg i rozdrobnić go widelcem. Cebulę obrać, pokroić w kostkę i zrumienić na oliwie razem z kiełkami. Następnie do sera dodać kaszę, cebulę. Doprawić przyprawami do smaku i dokładnie połączyć wszystkie składniki.
Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie. Na stolnicę  wsypać mąkę, sól, wybić jajko, wlać oliwę i rozpuszczone drożdże. Zagnieść elastyczne, gładkie ciasto. (gdyby ciasto było zbyt twarde dolać trochę wody). Wyrobione ciasto przełożyć do miski i przykryć ściereczką. Pozostawić na  30 minut do wyrośnięcia. Na posypaną  mąką stolnicę wyłożyć  wyrośnięte ciasto, zagnieść pozbawiając je pęcherzyków powietrza, rozwałkować, a następnie wyciąć szklanką albo pokroić na kwadraty. Na każdy kłaść po dużej łyżce farszu i zlepić. Gotowe pierogi  przełożyć na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Posmarować je rozmąconym jajkiem. Piec w piekarniku ok.30 minut w temperaturze 170 st. C.
(Oczywiście farsz w zależności na co kto ma ochotę:)

sobota, 23 lipca 2016

Bo zielono mi

Kolor zielony jest kolorem natury, a głównym znaczeniem tej barwy jest równowaga. Podobno przebywanie wśród zieleni uspokaja. Mało tego, jeszcze regeneruje siły witalne. Jest to też kolor nadziei i z taką właśnie nadzieją wzięłam się za upieczenie zielonych babeczek. Równowaga we mnie była, bo paćka na babeczki zielenią biła po oczach to i  robota szła bardzo sprawnie. Co prawda nie wiedziałam, co też wyjdzie mi z tego wypieku, ale... z wielką nadzieją czekałam na wynik. I oto moja wiara w zieleń została nagrodzona, bo babeczki wyszły pierwsza klasa. Muszę przyznać znawcom barw, że faktycznie daje on uczucie spełnienia:)


                        BABECZKI SZPINAKOWE
składniki:
  1. 450 g - szpinaku mrożonego rozdrobnionego
  2. 3 jajka
  3. 1⅓ szklanki – cukru pudru
  4. 1⅓ szklanki - oleju
  5. 1/3 mąki ryżowej i 1 szklanka mąki bezglutenowej
  6. 2 łyżeczki - proszku do pieczenia
  7. zapach waniliowy
  8. 1 łyżeczka - cukru waniliowego
wykonanie: 
Szpinak rozmrozić, odcedzić z nadmiaru wody i w razie potrzeby drobno posiekać (najlepiej kupić szpinak siekany). Odstawić na bok.
Jajka zmiksować z cukrem. Dodać olej i mąkę, przesianą z proszkiem do pieczenia. Wymieszać, po czym połączyć ze szpinakiem. Gotowe ciasto nakładać do papilotek lub foremek do babeczek (jeżeli nie są silikonowe należy je natłuścić). Piec przez ok. 50 minut w temp. 180 st. C.




poniedziałek, 11 lipca 2016

Brownie w całkiej nowej odsłonie

Nie mając ciekawszych pomysłów spędzenia wolnego czasu, postanowiłam otworzyć moje magiczne pudełeczko „na później”. W owym pudełku znajdują się różne rzeczy. Przede wszystkim przepisy pospisywane na różnych kartkach, paragonach czy serwetkach. Są to przepisy moje, jak i innych.

Zwolniłam blokadę. Uruchomiła się maszyna losująca. Komisja w składzie mojej osoby pilnowała przebiegu. I…

Szczęśliwym przepisem wylosowanym do realizacji okazał się brownie z czerwonej fasoli.

Zrobiłam ciacho. Dumna z siebie, ugryzłam kawałek. Nie mogłam uwierzyć. Ego się skurczyło. Ugryzłam drugi kawałek, a ego jeszcze mniejsze. No niby zjeść się da, ale to co miało urwać, nawet nie poruszyło. Fail! Po całości.

Zwykle mam nosa do przepisów, ale tym razem mój nosek wprowadził mnie w maliny. Znudzonym wzrokiem patrzyłam na ten placek… Popiłam kawy. Znów spojrzałam. Miałam ochotę rzucić ciastem do kosza za trzy punkty. Stwierdziłam, że go uratuję. Tak też powstał mały torcik.




BROWNIE Z FASOLĄ I KREMEM CZEKOLADOWYM
składniki - ciasto:
  1. 1 puszka fasoli czerwonej
  2. 1 średni banan
  3. 2 jajka
  4. 3 płaskie łyżko kakao
  5. 30g oleju kokosowego
  6. 1 płaska łyżeczka sody
  7. 1/2 szklanki cukru pudru
  8. 1/2 tabliczki czekolady gorzkiej
  9. 50g orzechów laskowych
składniki - krem:
  1. 250 ml śmietanki 36%
  2. 250 g ser mascarpone
  3. 2 łyżki cukru pudru
  4. 4 łyżeczki kakao
wykonanie - ciasto:
Fasolę dokładnie przepłukać, odsączyć i wrzucić do miski. Dodać obranego i pokrojonego banana, a następnie dodać jajka, olej kokosowy, kakao, sodę i cukier puder. Wszystko zblendować na jednolitą masę. Dodać pokrojoną drobno czekoladę i orzechy laskowe. Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia i wylać do niej ciasto. Piec ok 50 minut w 180st. C. Upieczone ciasto ostudzić i przekroić na trzy części.
wykonanie - krem:
Śmietankę ubić na sztywno,  pod koniec ubijania dodać cukier puder. Ser mascarpone utrzeć krótko w osobnej misce dodając do niego kakao. Partiami dodawać do serka ubitą śmietanę krótko miksując.
Gotowym kremem przełożyć upieczone i przekrojone uprzednio ciast. Schłodzić w lodówce.

wtorek, 5 lipca 2016

Trening przedurlopowy

Posprzątałam biurko i pojechalam na wybrzeże na trening przedurlopowy. Poleżałam nawet na plaży. Co prawda nie byłam statystyczną plażowiczką, bo nie miałam parawanu. Do wody nie odważyłam się wejść. Moczyłam stopy i czułam się jak na krioterapii. Później uznałam, że byłam w Rzymie i wystarczy. Zatem odwiedziłam stare, znajomy kąty ;)














niedziela, 19 czerwca 2016

Zielone Padrón

Pimientos de Padrón to jedna z ulubionych przystawek w Hiszpanii, tak przynajmniej twierdzi internet. Pochodzą z gminy Padrón, w hiszpańskiej Galicji. Cóż, należę do ciekawskich i chętnie sięgam po nowe smaki. Czasami bywam rozczarowana. Jednak nie zniechęca mnie to do nowych, nieznanych wcześniej smaków. Nie lubię rutyny. Znam ludzi, gdzie ich posiłek mówi mi co to za dzień. Bo wiadomo, jak piątek to ryba, a jak niedziela to rosół itp..

Smak całkiem ciekawy, a i sposób przygotowania także. Ważnym składnikiem w przygotowaniu tych papryczek jest czosnek. I tu od razu Wam napiszę, że ma znaczenie, w jakiej formie znajdzie się  na patelni. Przygotowałam te papryczki na dwa sposoby. Pierwszy raz zrobiłam zgodnie z przepisem, czyli zmiażdżony nieobrany czosnek, podsmażyłam i dorzuciłam do niego papryczki. Za drugim razem czosnek obrałam i dopiero podsmażyłam. Pierwsza opcja była zdecydowanie lepsza. 


 PAPRYCZKI Padrón
składniki:
  1. papryczki  Padrón (ok 15 szt)
  2. 4 ząbki czosnku
  3. sól morska gruboziarnista
  4. oliwa z oliwek
wykonanie:

Papryczki dokładnie umyć i wytrzeć do sucha. Czosnek zmiażdżyć wraz ze skórką. Na patelni rozgrzać oliwę z oliwek, wrzucić czosnek, a gdy się zeszli dodać papryczki. Smażyć na mocnym ogniu, co jakiś czas mieszając. Gdy będą miękkie zdjąć z ognia i oprószyć solą morską.  


wtorek, 24 maja 2016

Bo na miescie było nie dobre

       Będąc na mieście z lekka zgłodniałam, a że nie chciałam wcinać maka czy innej kanapki pokusiłam się i wdepnęłam na spaghetti. Wciskali w ręce ulotki o nowym lokalu, dlaczego nie przetestować. Wystrój nawet miły, czysto, przyjemnie. Za ladą mało lotny sprzedawca. Chciałam zjeść Alfredo, ale okazało się, że widniało tylko w menu na tablicy, zamówiłam więc Carbonada. Przy płaceniu okazało się, że jest droższe niż na tablicy, bo zdążyło już podrożeć, przed zmianą w cenniku.   Dostałam to cacko w pudełku (pierwsza myśl, jem na miejscu, dlaczego nie talerzu?).  Zawartość owego pudełka była mocno gorąca, więc chwilę poczekałam aż uzyska odpowiednią temperaturę. Po pierwszym kęsie oceniłam to jadło już na minus. Makaron, rozgotowany, w sosie więcej mąki niż innych potrzebnych składników, a zamiast boczku szynka. Z niesmakiem wspominam to coś. Oczywiście moja chęć na makaronowe jedzenie nie minęła, więc po powrocie do domu, zakasałam rękawki i ...


MAKARON Z SOSEM
składniki:
  1. makaron z pełnego ziarna graham
  2. 30 dag mięsa mielonego z indyka
  3. 10 dag pieczarek
  4. 1 cebula
  5. ser mozzarella
  6. pulpa pomidorowa
  7. pieprz świeżo mielony
  8. ostra papryczka chilli
  9. bazylia
  10. sos sojowy
wykonanie:
       Mięso opłukać, osuszyć i skręcić (użyłam z udźca). Pieczarki obrać i drobno pokroić. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. W garnku podsmażyć pieczarki, następnie dodać cebulę, a jak ta się zeszkli dodać mięso.  Dodać pokrojoną drobno papryczkę chilli i resztę przypraw. Chwilę podsmażać, a następnie dodać pulpę pomidorową i dusić na małym ogniu ok 10 minut.
       Makaron ugotować al dente. Nałożyć gotowy na talerz i polać przygotowanym sosem. Całość posypać serem mozzarella.