sobota, 14 stycznia 2017

Surogat maskotki w kuchni

Marketing zrobił swoje i rozbudził w klientach chęć zdobycia maskotki, tzw. Świeżaka. Jedynym zadaniem klienta było wydać jak najwięcej, aby otrzymać bonus w postaci naklejki. Nie oparłam się urokowi wspomnianych maskotek. Moim celem stał się brokuł. Pan Brokuł kusił swoim wspaniałym wizerunkiem. Dzielnie zatem zbierałam naklejki, które bardzo skrupulatnie wklejałam w książeczkę. Cóż, kiedy już uciułałam wszystkie (bo jednak za gotówkę nabyć taką maskotkę, to żadna zabawa) okazało się, że brokuł wyemigrował. Zniknął! Wybył i nikt nie chciał powiedzieć dokąd zwiał. Co grosza, nie było nadziei, że znowu zaszczyci kosz z maskotkami. Nawet wpadło mi do głowy, żeby wynająć Rutkowskiego do wytropienia tego delikwenta, ale zmieniłam zdanie. Przeżyłam mały szok i niedowierzanie. Jak mógł mi to zrobić? Deprecha mnie nie dopadła i stwierdziłam, że skoro maskotkowy brokuł czmychnął, to zastąpię go prawdziwym, najprawdziwszym. Jego zadaniem nie było ładnie wyglądać, a bardzo dobrze smakować. Brokuł, który posiada wyjątkowe właściwości zdrowotne, jest też wielozadaniowy. Można go spałaszować. Soute, dodać do makaronu, wrzucić do wody tudzież na parę, a nawet wsuwać na surowo. Mój doznał transmigracji i skończył jako zupa :)


 ZUPA KREM Z BROKUŁA I KALAFIORA
składniki:
  1. 1 litr bulionu warzywnego
  2. 1 brokuł i 1/2 małego kalafiora
  3. 1 mała cebula
  4. 4 łyżki gęstego naturalnego jogurtu
  5. ½ łyżeczki mielonego kminku
  6. 1 łyżeczka pieprzu cytrynowego
  7. oliwa do smażenia
  8. 2 ząbki czosnku 
  9. 1/2 surowego selera 
  10. sól morska
wykonanie:
W garnku podsmażyć pokrojoną cebulę razem z pokrojonym czosnkiem. Kiedy cebula się zeszkli dodać główki brokuła, kalafiora i pokrojonego selera. Lekko podsmażyć, a następnie zalać bulionem. Dodać przyprawy i gotować na wolnym ogniu. Kiedy warzywa będą już miękkie zupę zmiksować. Dodać jogurt i dokładnie wymieszać.
Można podawać z grzankami.



sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt



Kochani czytelnicy
życzę Wam
spokojnych Świąt Bożego Narodzenia
oraz
wielu radosnych chwil
w nadchodzącym
Nowym Roku


niedziela, 4 grudnia 2016

Jabłek nigdy za dużo

Nie chciał Putin naszych jabłek? Jego strata. Część jabłek trafiła do mnie.

Na pierwszy ogień jabłuszka przerobione zostały na mus. Ale jak poszalałam, to się wszystkim przejadł. Wstawiłam do lodówki czekając na zmiłowanie jakiegoś żarłoka.

W końcu zaświtała mi myśl, żeby upiec szarlotkę. Wyjęłam blachę z upieczonym ciastem, żeby wystygło, abym mogła zrobić foty i zaproponować Wam trochę szaloną szarlotkę. Jakież było moje zdziwienie,  kiedy weszłam do kuchni. Blacha co prawda tam była, ale jej zawartość zniknęła. To co zostało nie zasługiwało na uwiecznienie... no chyba, że dla kryminalnych miejsca zbrodni. Jakieś takie poszarpane, jakby w pospiechu było krojone. No i co? Nie będzie wpisu na blogaska. Drama, drama...

Ale chwilunia. Przecież Putin dalej nie chce naszych jabłek. No to co? Jak ta blondyna - oops i did it again :D Tym razem wydałam komunikat: minister zdrowia ostrzega skrytożerców szarlotka albo sprzątanie piwnicy. 

Po sesji fotograficznej, przystąpiłam do badań organoleptycznych. Smaczne, choć niby było takie w smaku jak poprzednie to jednak było inne. Zaczęłam się zastanawiać co mogło być tego przyczyną. W poprzednim było to zwykłe masło, a do prezentowanego poniżej użyłam masła osełkowego. I tę wersję polecam. Ciasto ma bardzo wyczuwalny maślany smak.

SZARLOTKA Z MUSEM
składniki:
  1. 2 jajka
  2. 1/2 szklanki cukru pudru
  3. 1/2 kostki masła osełkowego
  4. cukier waniliowy
  5. 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  6. 1,5 szklanki mąki bezglutenowej do wypieków
  7. cynamon
  8. 2 kg jabłek
  9. 3 łyżki naturalnego jogurtu greckiego
wykonanie:
Jabłka obrać, wydrążyć i pokroić na niedużą kostkę. Ok. 0,75 dag pokrojonych jabłek przełożyć do rondelka i uprażyć na mus. 
Wszystkie składniki na ciasto umieścić w blenderze i zmiksować na jednolitą masę. Gotowe ciasto przełożyć do blachy (20/30) wyłożonej papierem do pieczenia i równo rozprowadzić na całej powierzchni. Następnie na masę wyłożyć pokrojone jabłka, posypać cynamonem. Na tak przygotowanych jabłkach rozsmarować przygotowany wcześniej mus z jabłek. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 st. C ok 40-45 minut.

przepis autorski


niedziela, 23 października 2016

Bo film był do kitu

Lubię chodzić do kina. Ale do kina, nie do multipleksów. W kinie klasy retro odpowiada mi komfort oglądania. Zazwyczaj chodzę na poranny seans. W ten sposób mam dużo większą szansę na uniknięcie popcornożerców, którzy chrupanie zagłuszają siorbaniem popsi.

W ten weekend wybrałam się na ekranizację książki „Dziewczyna z pociągu”. Powieść przeczytałam i byłam ciekawa jak została przełożona na język filmu.

To był błąd. Nudny jak cholera. Gdzieś tam zmieszczono fabułę, ale zapomniano o całej reszcie. Obsada może nie była imponująca, ale do najgorszych się nie zaliczają… jednak aktorzy zagrali niewiarygodnie. Z ich gry mogłam wyczytać jedynie „to tylko kasa”.


Miał być gdzieś tam dreszczyk. Co prawda wiedziałam jak się skończy cała heca, ale kino rządzi się innymi prawami i nie zawsze to co stoi drukiem pojawi się na wielkim ekranie. Moje towarzystwo w pewnym momencie zaczęło pochrapywać… a ja zazdrościłam tym, którzy przynieśli popcorn. Mieli jakieś zajęcie.


Tate Taylor (inny film „Służące”) wyreżyserował świetny film dla cierpiących na bezsenność. Nawet Danny Elfman irytował muzyką – co zdarzyło się po raz pierwszy.
Ale co by nie pisać, sama, z własnej i nieprzymuszonej woli polazłam do tego kina. I to jest najgorsze, bo, cholera, nawet nie ma komu robić wymówek:)


Oczywiście, że po takim ambitnym filmie musiałam jakoś odreagować. Rower nie pomógł, to wymyśliłam to co poniżej. I wiecie co? Pomogło.



ŚNIEŻNY PUCH
składniki:
  1. ok. 200 g herbatników
  2. 500 g zmielonego twarogu (może być z wiaderka)
  3. 3 łyżki cukru pudru
  4. 2 śnieżki
  5. 1 szklanka mleka
  6. 2 galaretki (smak według uznania)
  7. 500 ml wrzącej wody
  8. 6 łyżek wiórek kokosowych
  9. 1 duża łyżka masła
  10. 1 łyżka cukru
wykonanie:
Blaszkę o wymiarach 24x24 cm wyłożyć folią aluminiową. Dno wyłożyć herbatnikami.
Galaretki rozpuścić w 500 ml wrzącej wody, odstawić do wystudzenia. Śnieżki zalać mlekiem i ubijać kilka minut, do uzyskania gęstej i puszystej bitej śmietany. Następnie dodać do niej cukier puder oraz zmielony ser, krótko zmiksować. Wystudzoną galaretkę strumyczkiem wlewać do masy, ciągle miksując, aż składniki się połączą. Masę śmietanowo-serową wylać na przygotowane wcześniej herbatniki. Ciasto schłodzić w lodówce. 
Następnie masło roztopić w rondelku, dodać do niego cukier oraz wiórki kokosowe. Smażyć (cały czas mieszając) do momentu, aż kokos się zarumieni. Ostudzić, a następnie wyjąć ciasto z lodówki i posypać je przygotowanymi wiórkami.

sobota, 1 października 2016

Tempus fugit

Według Newtona istnieje tylko jeden, uniwersalny i wszechobejmujący czas – płynie on w jednostajnym tempie i nic nie wywiera na niego wpływu. Jest więc absolutny i obiektywnie jednakowy w całym wszechświecie. Może i ta teoria jest jak najbardziej prawidłowa, choć taki jeden Berkeley i Leibniz byli jej przeciwni, to i ja jestem również skłonna przyznać im rację, że czas nie płynie w jednostajnym rytmie, on zapitala! No bo jak wytłumaczyć to, że już miesiąc temu skończył mi się urlop, a ja tego nie zauważyłam? Patrzę na te swoje fotki i po chwili dociera do mnie, że to już jest odległe, minęło i trzeba czekać rok (na powtórkę), który swoją drogą też minie niepostrzeżenie. Czy Wy również macie takie wrażenie, że mija nam rok za rokiem w tempie błyskawicy? Z jednej strony nawet to niegłupie, bo ledwie tydzień pracy zaczniemy to już weekend mówi dzień dobry:) Ale ten czas weekendowy też przelatuje stanowczo za szybko. No, ale dość tych czasowych dywagacji, bo trzeba coś wrzucić na ząbek. Jednym słowem czas coś zjeść:)


 KNEDLE ZE ŚLIWKĄ
składniki: 
  1. 3/4 kg sera białego
  2. ok. 1/2 kg ugotowanych ziemniaków
  3. 2 jajka1  szklanka mąki pszennej
  4. 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  5. 1/2 szklanki kaszy manny
  6. ok. 1/2 kg śliwek
  7. sól
wykonanie:
Ziemniaki ugotować. Ostudzone przepuścić przez praskę. To samo zrobić z serem. Dodać mąkę, jajka, mąkę ziemniaczaną, kaszę i zagnieść ciasto. Śliwki wypestkować. Rwać po kawałku ciasta, rozgniatać na dłoni i wypełniać śliwką. Formować knedle. Zagotować wodę, lekko osolić. Wkładać knedle i gotować na małym ogniu około 5 - 8 min od wypłynięcia. Wyjmować łyżką cedzakową.



środa, 14 września 2016

I po zasłużonym lenistwie

Witajcie cepry!

Urlop ma to do siebie, że kończy się znienacka. Nagle dochodzi do świadomości to, że czas nastawić budzik, aby rano wstać i zacząć ponownie tyrać na emeryturę... tfu co ja napisałam. Miałam na myśli oczywiście program 500+. 

Jak już wspomniałam, zaskoczył mnie koniec urlopu. Zwłaszcza ten budzik. Chociaż na wywczasach nie był mi potrzebny, by o szóstej być już na szlaku. Oczywiście szalałam, ale gwiazdą ratowników górskich nie byłam. Bom świadoma.

Swoją drogą odnoszę wrażenie, że ludzie albo podchodzą do gór z lekceważeniem albo głupieją... albo jedno i drugie. Miałam kilka przypadków zetknięcia się z takimi tzw. turystami. Szkoda słów, ale jednak parę skreślę.

To oni są najważniejsi. To oni mają wszędzie pierwszeństwo. To oni są w ogóle na pierwszym miejscu. Dzięki takim "turystom" GOPR ma co robić, ale woleliby mieć takich akcji głupoty jak najmniej. Tak przypuszczam.

Zdobywałam co się dało, a że pogoda mi bardzo sprzyjała, to się nie leniłam i nie szlifowałam Krupówek. Biegałam w góry. Ha! Biegałam, dobre sobie. Z wywalonym jęzorem wspinałam się z Hali Gąsienicowej na Przełęcz Świnicką przy silnym wietrze. Rozsądek nie pozwolił mi iść dalej. Ale za to mogłam nacieszyć oczy wspaniałymi widokami.

Co prawda kiedy wspinałam się coraz wyżej, to coraz więcej na siebie zakładałam. Ale to mi w ogóle nie przeszkadzało. Po owianiu przez wiatr, ale halny to na szczęście nie był pognałam na Kasprowy.. choć Świnica... Zawrat kusiły. Śmiertelnie kusiły.

Stamtąd już zjechałam w trosce o własne kolana. Co prawda cena za ten zjazd mnie powaliła, jednak kolana ważniejsze - mam po jednym na nóżkę i zero backupu. 
Odwiedziłam również mniejsze szczyty, m.in. Sarnia Skałę. Bardzo lubię tam wchodzić. 
Posiedzieć, popatrzeć na rozciągający się z niej widok.

Ale wszystko ma swój koniec. Wróciłam do domu, zahaczając o ziejącego ogniem smoka w Krakowie. Po powrocie do domu oprałam się szybko, aby ruszyć dalej. Tym razem było to nasze polskie wybrzeże. Po spacerach na nierównej powierzchni trzeba było złapać pion, dlatego prosty teren bardzo był w tym pomocny. I tak fajnie minął mój urlop. A Wam jak się udały wakacje/urlopy?






zdjęcia zaprezentuję w następnym wpisie