Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2014

Wynalazki zmieniają świat :)

Grafika
      Człowiek czasem lubi sobie ułatwić życie. Najchętniej wykonałby pracę, której nie chce cudzymi rękoma. Ale nie zawsze się da, i nie zawsze cudze ręce na to się zgodzą. Skoro jest taki ból, że trzeba samemu coś zrobić... to najlepiej zrobić coś, co albo zrobi to za nas i nie będzie angażować cudzych rąk albo ułatwi lub uprości wykonanie czynności od których się wzbraniamy.       Wynalazek, którym będę za chwilę się ekscytować należy do urządzeń uproszczających. Co prawda nie wzbraniam się przed staniem w kuchni, ale wszelkie nowinki techniczne, które pomogą w tym czy owym i dodatkowo nie będą zajmować dużo miejsca witam z uśmiechem :)       Ów wynalazek może zastąpić inne kuchenne wynalazki takie jak: szybkowar, parowar czy kombiwar. Jest łatwy w użyciu. Ma programy, które rozszerzają możliwości podstawowych urządzeń. Zachowuje wszystkie wartości odżywcze gotowanej żywności (przynajmniej w teorii:D       Ma co prawdę małą wadę, która wymaga od nas czyszczenia wynalazk

Owocem go, owocem :)

Grafika
      Lato jest to jedna z czterech podstawowych pór roku w przyrodzie, w strefie klimatu umiarkowanego. To, co charakteryzuje tę porę, to  najwyższe temperatury powietrza w skali roku. Fajnie brzmi? Jak na lekcji geografii :) Lipiec z zasady bywa deszczowy, nie ma jednak co narzekać. Temperatura jest właściwa. W świecie roślin zaczyna się szał, jest to bowiem okres dojrzewania nasion i owoców. I to wszystko jest normalne, zgodne z cyklem. Tylko kiedy biegnę do sklepu po te owoce to napotykam anomalie, ale nie pogodowe . Niektórzy ludzie dziwnie  się zachowują i dziwnie wyglądają. Oczy jakieś nieobecne, zamglone, dziwny wyraz twarzy... takie letnie zombie, poszukujące najzimniejszego miejsca, czyli lodówki^^ Tak te zimne, warczące urządzenia chłodzące są oblężone, że strach podejść,  bo mrożące się zombie niebezpiecznie spoglądają ^^ Zatem szerokim łukiem omijam te dziwolągi, wkładam do koszyka jakieś maliny, porzeczki, jagody, trele morele ecie pecie, a to nie owocki :) Mykam na sło

07 zgłoś się, zostałaś zdemaskowana :)

      Przez blisko 6 lat prowadziłam sobie bloga zjedzmnie.blox.pl (aktualnie zjedzmnie.eu ). Tak cichutko, bez rozgłosu.  W Plotku o mnie nie pisali a i Wojewódzki też na kanapę nie zaprosił ^^ Czasami polecali mi mój blog znajomi. Twierdzili... no nie będę sobie samej kadzić. Było to miłe. Nagle! Wpadka! Ktoś mi bliski odkrył blogasek i że zjedzmnie to nie kto inny tylko ja. Nie czuję się z tym komfortowo. Nie robię nic zdrożnego czy wywrotowego, by cała parafia miała powód do plotek "jeżeli kobieta prowadzi bloga, wiedz, że coś się dzieje". Prowadzę blog, bo sprawia mi to frajdę. Poznaję ludzi. Zaczynając blogowanie, nawet nie przypuszczałam, że to może tak wciągnąć. Zresztą rozumiecie to doskonale o czym piszę ;] Dużo przyjemnie niż kwitnięcie na kanapie przed telewizorem.  Co prawda, żeby założyć ów blog, dostałam potężnego kopa i wówczas nawet mi się nie śniło, że to taka "ciężka" orka :) Ta praca sprawia mi zwyczajnie przyjemność. Szczególnie k

Barrymore, Sandler i piątka dzieciaków

Grafika
      Był weekend, zatem poszedłam do kina. Poszedłam, bo miałam blisko.  Maruda, która mi towarzyszyła bardzo chętnie pognała ze mną, ale nie dlatego, bym sama nie rechotała się w ciemnościach kina. Nie. Pognała ze mną, bo TAM JEST KLIMATYZACJA! Nie rozumiem tej motywacji. Lecz cóż... nie wszystko muszę ogarniać :) Rechot brzmiał zatem ze zdwojoną siłą, bo jeżeli się nie domyśliliście poszedłam na komedię.       O co w ogóle kaman. Ona po rozwodzie, on wdowiec. Ona w swoim portfolio ma dwóch synów (normalne szatany, choć szatan będzie spał w innym łóżku), on trzy córki (każda inna). Dwoje samotnych rodziców spotyka się na zaaranżowanej randce w ciemno, która delikatnie mówiąc okazała się katastrofą. I nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego, choć nie mogą tego uniknąć nawet w nocnym wypadzie do sklepu. Los, czy też very evil scenarzysta rzucił rodziców wraz z pociechami do luksusowego kurortu w Afryce. Harmonogram nie pozwala im na ignorowanie się od wspólnych posiłk

Jak trawka to grill

Grafika
    Wredna ta nasza aura. Nic a nic nas nie rozpieszcza. Ciągle czymś zaskakuje, ale nie tym czego byśmy oczekiwali. Ale w nosie mam jej chimery. W tych dniach brakuje mi mojego przyjaciela, Słońca. Nie załamuje się z tego powodu i kozetki u specjalisty nie zajmuję. Jest jak jest i co ma być to będzie. A jak nie ma się na coś wpływu to bez sensu jest się stresować. Zatem wykorzystuję to co mogę. Ruch, powietrze dobrze robią po zasiedzeniu. Zresztą za miesiąc góry (oby bez śniegu), to o kondycję muszę zadbać. Mykam w plener kiedy się da. Rower, spacery, trekking, nordic walking są całkiem przyjemne, choć mają jeden feler. Jak pocisnę na trasie to czasem dętka i padam. Na brak energii jest lekarstwo. Żarło ^^ W plenerze, na zielonym wypasie obowiązkowy grill. Tyle, że z odpowiedzialnym ludziem. Ostatni taki wypad o mało nie skończyłby się  ukatrupieniem takiego jednego delikwenta.  Padlina doprawiona, gotowa wskoczyć na ruszt, a tu mały zong. NIE MA WĘGLA ! Co ja z jaskini