Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017

Wpis niesponsorowany

Grafika
Fajnie jest wejść do kuchni i zaszaleć. Czasem czymś się zainspirować. Podpatrzeć coś. Albo zrobić remiks :) Pomysł całkowicie z powietrza (czyt. co znajdziesz w lodówce). I voilà mamy jedzenie, danie, przekąskę, sałatkę, napój... co tam sobie człowiek wykoncypuje. Jednak czasem styknie przepis z książki. Prosty, nieskomplikowany przepis. Jak co roku, o tej porze pojawia się nikczemnik. No po prostu złodziej. Bierze sobie godzinę i ślad po nim znika. Aż do zimy. Może Dr Who się pojawia dźga go sonicznym wkrętakiem i nikczemnik oddaję godzinę. Jednak nim godzina wróci na swoje miejsce, twórczość śpi w najlepsze, a wiosna już. Skąd wziąć energię? Z prostego przepisu. I nie jest to przepis na kawę. KOKTAJL Z MARCHWI, IMBIRU, CYTRYNY I JABŁKA składniki: 3 marchewki 2 jabłka 1 cytryna 2 cm świeżego imbiru. wykonanie: Marchew i jabłka umyć, obrać. Z jabłek usunąć gnazda nasienne. Za pomocą sokowirówki wycisnąc z nich sok. Imbir obrać i zetrzeć na tarce

Paczę, a tu chleba brak

Grafika
Paczę z niedowierzaniem, a tu nima chleba na jutrzejsze śniadanie! Za leniwa jestem, żeby gnać o piątej rano po świeżo wypieczone bułeczki. Zakasałam rękawy i upiekłam chleb. No... i nie muszę się zrywać skoro świt ;) CHLEB BIAŁY składniki: 500g mąki chlebowej bezglutenowej ok. 440 ml ciepłej wody (ok. 30 st C) 2 łyżki oliwy z oliwek 7g drożdży instant 20g cukru 5g soli morskiej wykonanie: Wszystkie składniki umieścić w misce i dokładnie wymieszać. Oczywiście można sobie pomóc mikserem. Wyrabiać ok. 5 minut. Następnie gotowe ciasto przełożyć do wysmarowanej oliwą i posypanej płatkami jaglanymi formy , przykryć ściereczką i pozostawić ok. 45 minut, aby ciasto podwoiło objętość. Piekarnik nagrzać do 220 st C . Wierzch chleba przed wystawieniem do piekarnika posmarować wodą. Piec 40 - 45 minut. Upieczony chleb wyjąć z formy i studzić na kratce.

Koniec weekendu

Grafika
Weekend, na który zawsze czekam z utęsknieniem przeleciał bardzo leniwie. W sobotę, po śniadaniu, miałam sporo werwy i pomysłów na spędzenie dnia. Jednak spojrzałam na wyrko. Wyglądało tak kusząco i zachęcająco , że   wpakowałam się tam z powrotem. Ogarnęło mnie błogie lenistwo. Postanowiłam zostać w domu. I tak trochę sprzątając i wykonując inne domowe prace sobota odeszła w zapomnienie. Dzisiaj postanowiłam wyściubić jednak nos poza dom. Aby się zmobilizować do wyjścia zarezerwowałam nawet bilety do kina. No ale… rezerwacja nie opłacona, więc nie ma bata nad głową, że koniecznie trzeba tam pójść :) W zawiązku z tym do kina też nie dotarłam. Za to wyszłam na spacer. I tu zaczynają się schody. Niby duże miasto, a nie ma gdzie pójść. No bo ile można łazić na Stare Miasto, zaliczać Łazienki czy inne parki (nawet te, do których dojazd zajmuje więcej niż godzinę). Poza tym pogoda marna, dość chłodno, wilgotno i w ogóle. Po kilkunastu kilometrach chciałam napić się czegoś ciepłe

Czekaj, robię szarlotkę

Grafika
Czekanie. Lubicie to? Niezależnie czy czeka się na coś miłego czy nie. Są co prawda ludzie, którzy uwielbiają czekać. Tylko czy czekanie ma jeden wymiar? Nie cierpię czekać, kiedy się umówię z niesłownymi osobami. Takich delikwentów w zasadzie eliminuję ze swojej listy znajomych. Jeżeli ktoś nie szanuje naszego czasu, nie szanuje także nas. I nie ma dla mnie tłumaczenia „studencki” kwadrans”. Być może mam do tego takie podejście, bo sama mam pewną skazę, jestem punktualna. Niepunktualność drażni mnie, nie tylko u znajomych. Miałam umówioną wizytę u lekarza. Tak dziwnie, bo lekarz przyjmował tylko od 9 do 12. Zmuszona byłam zwolnić się z pracy. Przybiegłam z jęzorem na wierzchu przed czasem. Szanowna pani doktor jeszcze nie zaszczyciła swoją obecnością przychodni. Nie byłam pierwsza w kolejce. Osoby zapisane przede mną wg harmonogramu mogły już brykać sobie po świecie, ale nie… musiały kwitnąć w zdechłozielonej poczekalni. Po 15 minutach zapytałam „księżniczkę” w