Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2015

Marchewka smakowita

Grafika
     Przez dni kilka zachodziłam w głowę i się zastanawiałam. Chociaż, właściwy scenariusz wygląda nieco inaczej.      Idę sobie do głowy (właściwie główki, bo wbrew pozorom głowa królewska nie ma kingsajzu). No to idę. Tup, tup, tup, tup. Doszłam. Co dalej? A tak. Puk, puk! Cisza. Czyżby Rozum zasnął? No to jeszcze raz. Puk, puk! Znów nic. No cóż... koniec subtelności. ŁUP!!! ŁUP!!! - Zaraz, zaraz. Po co się tak nerwić! - Dzień dobry, jestem bloggerką, chciałabym zadać panu kilka pytań. Czy ma pan chwilę?      Naprawdę nie rozumiem tego co się stało. Rozum trzasnął drzwiami, aż mi tusz z rzęs zszedł.      No cóż. Chciałam się zapytać dlaczego tytuł wpisu brzmi "Marchewka smakowita" a nie na przykład "Marchewka zdrowa". Albo lepiej! "Marchewka znakomita". Ruszałam w podróż w głąb siebie, ale się nie dowiedziałam.      Jakby nie patrzeć na tytuł to wiadoma rzecz. Marchewka jest zdrowa i basta! Głowa w końcu wie, że należy się zdrowo odżywiać

Małe co nie co

Grafika
       Kuchnia... zaraz, zaraz, coś mi świta. Tak mi się jakoś kojarzy, że to takie miejsce/pomieszczenie, w którym odnosimy swoje małe sukcesy kulinarne. Czasami są też porażki, ale to szczegół ;] Tego właśnie pomieszczenia  byłam pozbawiona przez jakiś czas. Ale spoko. Nie ubolewam nad tym faktem, gdyż kosztowałam całkiem innych przyjemności. Jednym słowem nie byłam zaabsorbowana garami, tylko robiłam za turystkę. Ale dość tych zachwytów nad własną osobą. Czas zająć miejsce przy rondlach i owocnie z nimi współpracować ;] Zaczynam małymi kroczkami. W końcu po takim lenistwie, gdzie człowieka (tak, tak, kobieta też człowiek:) obsługiwali, podawali, dogadzali... rany, bosko było ;], trzeba wdrażać się powolutku. I tak na początek wymyśliłam malutki, acz smaczny deser. Takie małe co nie co, które można nawet zabrać ze sobą do pracy. Niewiele przy tym roboty, słowo! Co, nie wierzycie? Poważnie, dalej macie wątpliwości? Sprawdźcie sami, czy nie ściemniam ;] SERNICZKI

Wszystko ma swój koniec

Grafika
       Zmieniłam nieco swoje zwyczaje i zamiast chodzić po górach, postanowiłam pochodzić po Wybrzeżu. Poszwędałam się po Sopocie, Gdyni, Gdańsku, a nawet zahaczyłam o Hel.        Będąc już nad morzem postanowiłam zamoczyć w nim nogi i sprawdzić naocznie, co z tą wodą, czy faktycznie taka zimna jak to informowano w prognozie. Przyznaję, dla morsów za ciepła, ale dla normalnego człowieka trochę rześka^^ Zobaczyłam też narodowy nowy sport, czyli ni mniej ni więcej parawaning. Szacun dla wytrwalców, którzy uwaleni leżeli i smażyli się w słońcu. Poległabym po 5 minutach. Ja postawiłam na zwiedzanie, a nie na smażenie, bo nie będę ukrywać, że nie wyleżałabym.        W Gdyni spacerowałam po nabrzeżu, gdzie cumuje Dar Pomorza. Pogoda była jak dla mnie boska, więc mój spacer trwał długo. Miałam chęć wdepnąć do Akwarium Gdyńskiego, ale kolejka, która przypomniała mi swoją długością ogonek na kolejkę na Kasprowy skutecznie mnie zniechęciła.        W Gdańsku podreptałam na stare miast