Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2014

Miniony przedłużony weekend odszedł ...

Grafika
      Za chwilę kolejny weekend, a ja wciąż żyję minionym... przedłużonym. Wyjechałam. Nie piałam z zachwytu, kiedy namawiano mnie na wyjazd. Za ten brak zachwytu odpowiedzialna jest technika. Nauczył się  człowiek korzystać z komputera, wyklikał pogodę długoterminową i już był świadomy co go czeka. W prognozach jakie zobaczyłam miałam  potworny dylemat. Marznąć w domu pod własną kołderką  czy marznąć nad morzem. Za pozostaniem przemawiało do mnie puste miasto, ale dzięki prognozie puste wybrzeże. Hmmm co wybrać? Stwierdziłam, że w zimie namarzłam się w domu, to teraz mogę pomarznąć gdzie indziej. Spakowałam potrzebne fatałaszki i kaloszki! Wybyłam w siną, a raczej mokrą dal. Wyjazd pomimo nieciekawej pogody okazał się bardzo udany. Balsamem, który łagodził smaganie wiatrem okazały się widoki i przede wszystkim, nic nierobienie. Że nie wspomnę o grillowaniu :)    

I produkcja trwa

Grafika
Kupiłam sobie jogurtownicę :) TADA ^^       Teraz rozpocznę produkcję, że od tej ilości jogurtu karnacja mi zbieleje. Jogurty naturalne, które można nabyć w sklepach średnio mi smakują. O ile ze smakiem jeszcze jakoś przypomina to jogurt to w konsystencji można rzeźbić. Skoro inżynierowie czy tam technologowie dali możliwość psucia mleka w zaciszu domowym to postanowiłam z niej skorzystać. W zestawie jest sześć słoiczków, ciutkę mało, ale da się przeżyć.       Tak jak podane było w przepisie, nabyłam jogurt naturalny z żywymi (o zgrozo) bakteriami i świeże mleko . Z zapałem zabrałam się za produkcję i klapa. Pierwsze podejście skończyło się fiaskiem. Nie ten jogurt pewnie, bo to co mi wyszło bardziej kefir przypominało tak w smaku jak i wyglądzie. Białe dobro wylądowało w ścieku. Nie lubię marnować jedzenia, ale katować też się nie lubię. Kupiłam inny jogurt i ponowna próba, aby po 12 godzinach i jeszcze dwóch na chłodzenie, zobaczyć, że meta jest tuż tuż, ale jes

Bo jestem przygotowana

Grafika
  Praca, zakupy, obiad odfajkowane ^^ Wskoczyłam sobie na kanapę, w łapki wzięłam książkę i zatopiłam się w lekturze. A dzieje się w niej niemało, dlatego pochłonęła mnie szybko i bez reszty. Gdzieś tam pomiędzy linijkami usłyszałam jakiś szepcik domagający się kolacji. I to na gorąco. Książka raczej nie gada, więc to pewnie musiał być szept lokalnego głodomorka. Udałam, że nie doleciało do mnie to skomlenie i czytałam sobie dalej. Przecież musiałam dowiedzieć się czy psychol zaatakuje swoją kolejną ofiarę. Mój ignor na żałosne marudzenie trwał do końca rozdziału. W końcu to, że prowadzę bloga kulinarnego nie zobowiązuje mnie do porzucenia lektury, żeby mieszać w garach. Przyznaję, że zaczęły odzywać się we mnie jakieś odczucia. Cholerna empatia. Z wielkim, bardzo wielkim entuzjazmem potuptałam do kuchni. Ten cichy tupot dało się słyszeć pewnie piętro niżej. Wywlekłam na blat parę rzeczy. Postałam, pomyślałam i w 15 minut gorąca, aromatycznie pachnąca kolacja była got

Boski deser

Grafika
     Ten dzień nadszedł niespodziewanie. Chociaż na początku swojej drogi pożądliwie wyczekiwałam tego momentu. Wspięłam się na szczyt sztuki kulinarnej. Osiągnęłam najwyższy pułap ^^       Deser, który przygotowałam wymagał nielada umiejętności. Wszystkie chwile (a było ich bardzo, bardzo, ale to bardzo dużo) spędzone w kuchennych progach zaowocowały. Desery, które robiłam wcześniej nie mają szans dorównać temu. Bo stworzyłam dzieło życia. Masterpiece!!!       Spróbujcie, może i Wam się uda, choć nie ma się co czarować, łatwo nie będzie. Dla tych, którzy się odważą spróbować swoich sił mam przygotowaną szczegółową instrukcję.       Wierzę w Was! Jestem pewna, że dojdziecie do perfekcji i to już za pierwszym razem. TRUSKAWKI Z CUKREM składniki: dużo truskawek cukier królewski wykonanie:       Truskawki pozbawić szypułek, umyć. Ponakładać do miseczek, posypać cukrem i wcinać. Smacznego :)