niedziela, 17 września 2017

Wszycy zapomnieli o urlopie, mnie przypomniały o nim zdjęcia, które przeglądałam

Niektórzy czas letniego odpoczynku nazywają wakacjami. Dla mnie to nietrafione określenie. Ktoś, kto już zakończył edukację, ma zwyczajnie urlop i niekoniecznie w sezonie letnim :) To ten moment, kiedy olewam budzik, śpię ile chcę i wstaję bez pośpiechu... Bo mogę!

Jest bosko. Jednak, aby odczuć faktyczny stan urlopowy należy zmienić miejsce pobytu. Jest to wskazane, żeby odpocząć od widoków, które oglądam lub/i będę oglądać przez resztę roku. Ponieważ uległy mi już wszystkie szczyty górskie, postanowiłam pojechać w tym roku na wybrzeże.

Niektórzy twierdzą, że poza leżakowaniem za parawanem, nie ma co tam robić. Mnie akurat leżaki, parawany i inne nadmorskie rekwizyty są zbędne. Nie jestem rasową turystką, która smaży się z wyżej wymienionymi rekwizytami. W nosie mam opaleniznę. Zwyczajnie, za nerwowa jestem :) Ale za to przeszłam wzdłuż i wszerz miejscowość, w której spędzałam urlop. Wybór miałam całkiem fajny, bo mogłam spacerować promenadą nad morzem lub deptakiem nad jeziorem. Przydatną usługą było to, że można było wypożyczyć rower. To skorzystałam. Nie raz :D

Naładowana pozytywną energią i jodem musiałam porzucić to przyjazne miejsce. I po co?  Niestety o zgrozo, po to aby wrócić do pracy...



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz